czwartek, 23 maja 2013

Chleb na zakwasie z dodatkiem sera blue



Pszenny chleb z serem z niebieską pleśnią


Nieskromnie przyznam, że to jeden z najlepszych przepisów na chleb, jaki zamieściłam na blogu. Ba, Rodzicielka stwierdziła, że najlepszy, jaki kiedykolwiek upiekłam!

Miękkisz jest miękki i sprężysty, a skórka super chrupiąca. Jej, ja ta skórka pieknie pachnie!
Zachowuje świężość na dobre kilka dni, a ponieważ wychodzi naprawdę spory, więc idealnie nadaje się do przygotowania na początku tygodnia, by przez kolejne dni serwować sobie pyszne kanapki. 
Sera pleśniowego jako takiego wyraźnie nie czuć, ale całości nadaje "to coś" - taki nieuchwytny smaczek, dla którego jednak będziecie wracali do przepisu regularnie.




Składniki:
  • 150 g zakwasu pszennego 100% hydracji
  • 200 ml ciepłej wody
  • 450 g mąki pszennej
  • łyżka oleju rzepakowego
  • pół łyżeczki soli
  • 100 g sera blue / z niebieską pleśnią

Pod wieczór w przeddzień pieczenia, należy dokarmić zakwas: wyjąć z lodówki i odstwić na godzinę czy dwie aby się ogrzał, po czym przełożyć do większej miski i dodać do niego 100 g mąki pszennej oraz 100 g ciepłej wody. Wymieszać, miskę przykryć folią spożywczą i odstawić na całą noc.
*Mój zakwas co tydzień dokarmiany jest właśnie taką proporcją, więc w konsystencji jest raczej płynny

Chleb najlepiej zacząć przygotowywać rano bądź wczesnym południem.

W dużej misce umieścić 150 g dokarmionego zakwasu, ciepłą wodę, olej oraz sól, po czym wszystko wymieszać. Następnie wsypać mąkę, lekko przemieszać z płynami, by na koniec dodać pokruszony ser i zagnieść wszystkie sładniki. Ciasto najlpeiej wyrabiać około 5 minut - aż nie będzie się kleiło do rąk i powstanie gładka, elastyczna kula. Miskę przykryć ściereczką i odstawić na 2-3 godziny aby ciasto podrosło.

Kiedy ciasto mniej więcej podwoi objętość, raz jeszcze je wyrabiamy około minutę czy dwie, a następnie formujemy, obsypujemy mąką i wkładamy do koszyka wyłożonego ściereczką (dla pewności, że chleb się do niej nie przeklei, również i ją oprószamy mąką). Odstawiamy ciasto do ponownego wyrastania na ok. 2 godziny.

Po upływie tego czasu, rozgrzewamy piekarnik do 250 stopni (230 przy termoobiegu).
Blachę wykładamy papierem do pieczenia i umieszczamy na niej wyrośnięte ciasto, które następnie nacinamy. Ciasto wkładamy do dobrze nagrzanego piekarnika (można kilka razy skropić wnętrze wodą) i pieczemy 15 minut. Po tym kwadransie zmniejszamy temperaturę do 220 stponi (200 przy termoobiegu) i pieczemy kolejne 25-30 minut.

Upieczony bochenek studzimy na kratce.





EDIT
Znalazłam się wśród 12 nominowanych blogów.
Byłoby mi niezmiernie miło, jeśli klikniecie na Bake&Taste na liście i zagłosujecie
(ps nie trzeba się rejestrować, niczego "lubić", udostępniać itd; tylko kliknąć)

poniedziałek, 20 maja 2013

Klasyczna szarlotka z jabłkami



Idąc za ciosem, kolejna szarlotka. Tym razem klasyka w czystej postaci, czyli kruche ciasto i jabłka - duet idealny/samowystarczalny.

Ok, przepisów na szarlotki są setki, zresztą na blogu pojawiło się kilka, ale mam do nich ogromną słabość i piekę je co i rusz - testując kolejne przepisy czy wracając już do sprawdzonych. Jednym słowem, będę dalej przynudzać i zasypywać kolejnymi przepisami na to pyszne ciacho. To taka refleksja z okazji trzech lat Bake&Taste - jutro stukną (znaczy chyba, bo nie mam pamięci do dat ;)). W sumie miałam upiec tort, ale zaniechałam pomysłu, bo to właśnie taki przepis idealnie odzwierciedla moją filozofię w kuchni - klasycznie, pysznie, prosto i w miarę szybko.
A skoro już na zwierzenia mi się zebrało, chciałabym Wam - czytelnikom bloga - ogromnie podziękować za odwiedziny!!! I za komentarze, bo fakt, że poświęcicię chwilę na napisanie parę słów naprawdę znaczy wiele. A już wzmianki, że skorzystaliście z jakiegoś przepisu, to każdorazowy zachwyt, który wywołuje uśmiech na długo i utwierdza, że warto dalej pisać. DZIĘKUJĘ.

Wracając do przepisu, dostałam go od rodzinki, a ta szarlotka już od jakiegoś czasu regularnie gości przy okazji ważniejszych spotkań rodzinnych - nawet w minioną sobotę się nią zajadałam - więc szczerze polecam. U mnie jest w wersji z surowymi jabłkami, choć świetna jest również z musem. W wersji z musem wychodzi idealnie równiutka (ciasto jak spod linijki), u mnie takie jakieś fale :)


Skladniki:
z tego, co się dowiedziałam przepis pochodzi z jakiejś książki kucharskiej, niestety nazwy nie poznałam
  • 450 g mąki pszennej 
  • 30 dag masła 
  • 150 g cukru pudru 
  • 4 żółtka 
  • szczypta soli
  • 1,5 kg kwaśnch jabłek,
  • 100 - 150 g cukru (w zależności czy mamy jabłka kwaśne czy słodkie; przy bardzo słodkiej odmianie wystarczy nawet ok. 50 g)
  • 1 łyżeczka cynamonu
  • 1 łyżeczka cukru waniliowego

Masło posiekać nożem, dodać mąkę i lekko wymieszać. Następne dodać cukier puder, żółtka oraz szczyptę soli, po czym szybko zagnieść ciasto. Włożyć je do zamrażalnika na około 40 minut.

Jabłka umyć, obrać i pokroić w cienkie plasterki.
Schłodzpne ciasto podzielić na dwie części i rozwałkować dwa placki o grubości około 0,5 cm.
Prostokatną formę  wzsmarowac tluszczem lub wyłożyć papierem do pieczenia, a na jej dno wyłożyć pierwszą rozwałkowana część ciasta. Następnie ułożyć jabłka na cieście warstwami, przesypując cukrem, cynamonem i cukrem waniliowym. Na jabłka położyć drugą część ciasta.

Piec około 60 minut w piekarniku nagrzanym do ok. 200 stopni (180 termoobieg). 
Przed podaniem posypać cukrem pudrem.


piątek, 17 maja 2013

Szarlotka z rabarbarem i budyniem



Krótko i na temat - jest to znakomity przepis na szarlotkę.


Kruche + rabarbar + budyń = ciacho idealne

Kruche ciasto, które z wierzchu tworzy chrupiącą skorupkę, zaś spód nie namięka - mimo że nie zasypałam rabarbaru cukrem przed pieczeniem, aby puścił sok. Za to daję wieeelki plus i można mieć pewność, że ciasto pozostanie kruche również wtedy, gdy zamiast rabarbaru dodamy jakieś owoce.

Budyń, którego kremowa konsystencja perfekcyjnie komponuje się z kruchym ciastem. Choć tak po prawdzie muszę przyznać, że do budyniu mam ogromną słabość i jest jednym z moich ulubionych składników w ciastach wszelakich :)

No i ten rabarabar... wyczekiwany i upragniony. Ta szarlotka w oryginale była z jabłkami, ale kiedy w sklepie dorwałam rabarbar, jabłka poszły w odstawkę. W moim przypadku, kiedy przychodzi na niego sezon, to żaden owocowy akcent nie jest się w stanie z nim równać :)




Przepis na kruche ciasto
przepis znaleziony na blogu Moje Wypieki, pochodzi z książeczki 'Ciasta Domowe'; podaję po moich zmianach
  • 450 g mąki pszennej
  • 230 g masła
  • 1 szklanka cukru pudru
  • 1 jajko
  • 2 żółtka
  • 2 łyżki gęstej śmietany
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia

Wszystkie składniki zagnieść aż powstanie gładkie, jednolite ciasto. Następnie podzielić je na dwie równe części. Jedną z nich włożyć do lodówki, a drugą na do zamrażarki - na dwie godziny.


Dodatkowo:
  • 1 kg rabarbaru + 3-4 łyżki cukru
  • 2 budynie śmietankowe bez cukru (takie na pół litra mleka) + 4 łyżki cukru* 
  • 750 ml mleka
  • cukier puder - do posypania 
  • kilka łyżek bułki tartej

* zapomniałam posłodzić budyniu, ale i tak wyszedł smaczny - myślę, że 4 łyżki to ciut za dużo, 2 spokojnie wystarczą - tym bardziej, jeśli szarlotkę robimy ze słodkimi owocami

Rabarbar oczyścić i pokroić w kostkę (ok. 3 cm). 
Można też odpowiednio wcześniej (jakąś godzinę czy dwie) zasypać rabarbar cukrem i odstawić aż puści sok i lekko zmięknie - według uznania. Ja kładłam do ciasta jedynie pokrojony rabarbar, bez zasypywania.

Piekarnik nagrzać do temperatury 200 stopni (u mnie 180 przy termoobiegu).

Budynie przygotować według przepisu na opakowaniu, jednak dodać tylko 750 ml mleka. Dodatek cukru opcjonalny. Nie studzić, od razu zabrać się za przygotowanie ciasta.

Tortownicę o średnicy 24 cm wyłożyć papierem do pieczenia. Ciasto z lodówki rozwałkować, wyłożyć nim dno formy** i ponakłuwać widelcem. Spód oprószyć bułką tartą (by wchłonęła sok z rabarabaru). Wyłożyć rabarbar - dopiero co obrany lub wcześniej zasypany cukrem (oczywiście po odlaniu soku, który puścił), posypać go cukrem, a następnie wylać jeszcze ciepły budyń. Na budyń zetrzeć ciasto z zamrażarki.

Tortownicę włożyć do piekarnika i piec ok. 45 minut. Uwaga: czas pieczenia może by sporo krótszy, np. moja szarlotka piekła się jedynie 35 minut (jak pisałam, przy 180 stopniach w termoobiegu).

** aby nie ogrzać zbyt ciasta, które trzymaliśmy w lodówce (dzięki czemu pozostanie kruche), unikamy kontaktu z naszymi dłońmi, czyli np. nie wylepiamy palcami dna tortownicy. mój sposób na  wyłożenie ciasta kruchego: tortownicę wykładam papierem do pieczenia, po czym ten papier wyjmuję i kładę na stolnicy - na papierze "odbiła się" powierzchnia dna formy, dzięki czemu możemy idealnie dopasować ciasto podczas wałkowania. takie niby nic, ale diabeł tkwi w szczegółach :)




 
IV edycja akcji Rabarbar 



EDIT
Znalazłam się wśród 12 nominowanych blogów.
Byłoby mi niezmiernie miło, jeśli klikniecie na Bake&Taste na liście i zagłosujecie
głosowanie do 30.05.2013
(ps nie trzeba się rejestrować, niczego "lubić", udostępniać itd; tylko kliknąć)

wtorek, 14 maja 2013

Jaglano-owsiane placuszki bananowe



Placuszki z kaszą jaglanką, otrębami owsianymi i bananem


Smacznie, zdrowo i pożywnie - to główne hasła moich wiosenno-letnich śniadań.

Placki zrobiłam nie za słodkie, ale można to nadrobić z nawiązką odpowiednią polewą. 
U mnie czekolada rozpuszczona w miodzie - palce lizać!

To moja pierwsza kuchenna przygoda z kaszą jaglaną, ale już jestem w niej zakochana! 
Nawet jakieś ciacho chodzi mi po głowie...




Składniki na ok. 12 placków:
  • 50 g kaszy jaglanej
  • 50 g otrębów owsianych
  • 1 średniej wielkości dojrzały banan (
  • jajko
  • 1/4 szklanki mleka
  • 1 łyżeczka cukru trzcinowego (bardziej dla posmaku i koloru)
  • 1 łyżeczka oleju rzepakowego do smażenia

Kaszę i otręby wrzucić do blendera/malaksera i rozdrobnić na mąkę (choć nie musi być idealnie), a banana rozgnieść widelcem.
Następnie wymieszać wszystkie składniki mikserem i odstawić na ok. 40 minut aż ciasto zgęstnieje - aż w konsystencji będzie jak gęsta śmietana.
Na patelni rozgrzać olej i smażyć placuszki na niedużym ogniu po 1,5 - 2 minuty z każdej strony (uważać by się nie przypaliły). Jedna łyżka ciasta to jeden placek.

Polewa:
  • 1 łyżka miodu
  • 1-2 kostki czekolady

W garnuszku podgrzać miód z czekoladą ciaglę mieszając - aż do połączenie składników i utworzenia jednolitej polewy. Od razu polać nią placki, bo szybko gęstnieje zestawiona z ognia.




sobota, 11 maja 2013

Sernikobrownie śniadaniowe



Odchudzona, może nawet "dietetyczna", wersja sernikobrownie


Dlaczego śniadaniowe? Bo to bardziej przepis na pożywny węglowodanowo-białkowy posiłek, który odgoni głód na dobre kilka godzin, niż na słodki deser do kawy. Poza tym, w przeciwieństwie do wersji deserowej, możemy zjeść kilka kawałków za jednym razem nie bojąc się, że odłoży się tu i ówdzie. 

Ideę ciast śniadaniowych wyniosłam podczas odżywiania się według metody Michela Montignaca ("dieta mm"), zresztą w zakładkach znajdziecie sporo przepisów z nią zgodnych <klik>. I choć metody nie stosuję już kilka lat, nawyk pieczenia ciasta na śniadanie pozostał i uskuteczniam go przynajmniej raz w tygodniu. Po pierwsze, to gwarancja smacznego początku dnia, a po drugie wielka wygoda, bo mamy z głowy poranne prace w kuchni -  przygotowanie śniadania ogranicza się ukrojenia kilka kawałków.

Na blogu znajdziecie kilka przepisów na ciasta śniadaniowe. Był już śniadaniowy sernik (chyba najczęściej robiony), szarlotka, jabłecznik, ciasto budyniowe, dyniowo-daktylowebananowe czy rabarbarowe. W śniadaniowych przepisach zazwyczaj podmieniam mąkę pszenną na pełnoziarnistą, zmniejszam ilość cukru bądź nie używam cukru białego, czy też ograniczam ilość tłuszczów.

Główne "prozdrowotne" zmiany w tym sernikobrownie:
- zastąpienie mąki pszennej otrębami owsianymi oraz tartymi migdałami -> dostajemy porcję błonnika z otrębów oraz nienasycone kwasy tłuszczowe, witaminę E oraz składniki mineralne, takie jak wapń i fosfor
- zamiana masła na olej rzepakowy -> dobre źródło jednonienasyconych kwasów tłuszczowych (co prawda najkorzystniejsze byłoby dostarczenie ich bez obróbki termicznej, ale wierzę, że i przy pieczeniu co nieco dobrego dostarczymy organizmowi :))
- wykluczenie białego cukru i wykorzystanie, w zredukowanej ilości, cukru trzcinowego -> ok, cukier to cukier, ale z dwojga złego lepiej wybrać ten nierafinowany; a jeśli dodatkowo zmniejszymy jego ilość w znacznym stopniu ograniczymy kaloryczność naszego wypieku

Zmiany w składnikach opisane, a jeśli chodzi o smak, to zasadniczą różnicą jest słodycz ciasta - wyszło po prostu bardzo mało słodkie. Jeśli nie jesteście przyzwyczajeni do mniejszej ilości cukru w wypiekach, polecam zwiększyć podane ilości w składnikach o ok. 1/3 - nadal będzie to mniej niż w tradycyjnym sernikobrownie, ale też nie będzie takiego szoku dla Waszych kubków smakowych :)




Składniki

Na ciasto:
  • 50 g otrębów owsianych - zmielonych z blenderze na mąkę
  • 100 g tartych migdałów
  • 1/3 szklanki cukru trzcinowego
  • 3 jajka
  • 100 g czekolady, gorzkiej
  • 100 ml oleju rzepakowego

Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej - w garnku zagotować wodę, po czym nałożyć na niego miseczkę (tak by była podgrzewana przez gorącą wodę od dołu) i wsypać do niej pokruszoną czekoladę. Kiedy czekolada się rozpuści, miseczkę zdjąć z garnka, dodać do niej olej i dobrze wymieszać. Odstawić na ok. 5 minut do lekkiego przestygnięcia.
W dużej misce utrzeć na puszystą masę jajka z cukrem, po czym dodać czekoladę i zmiksować wszystko na jednolitą masę. Na koniec wsypać otręby oraz tarte migdały i wmieszać już łopatką. 
2/3 powstałej masy przełożyć do blachy lub naczynia ceramicznego posmarowanego tłuszczem lub wyłożonego papierem do pieczenia (u mnie kwadratowe naczynie o boku 20 cm).


Na masę serową:
  • 500 g twarogu (krajanki)
  • 2 jajka
  • 1/4 szklanki cukru
  • 1 budyń śmietankowy lub waniliowy

Wszystkie składniki umieścić w blenderze i zmiksować.
*Jeśli zależy nam na trochę bardziej puszystej masie, możemy wcześniej oddzielić żółtka od białek - żółtka zmiksować z resztą składników, a na koniec wmieszać do masy ubite na pianę białka.

Masę serową wyłożyć na ciasto, po czym na wierzch nałożyć resztę ciasta - nie musi być perfekcyjnie równo, mogą powstać kleksy i łaty.

Ciasto piec ok. godziny w piekarniku nagrzanym do 180 stopni (160 przy termoobiegu). 
Po upieczeniu trzymałam ciasto przez ok. pół godziny w zamkniętym piekarniku, po czym dalej studziłam już przy uchylonych drzwiczkach. Ciasto zachowuje się jak sernik - rośnie i opada. Ważne by opadło równomiernie.





Czas na piknik z home&you!


PS Ciacho z dedykacją dla Lili, która słusznie zauważyła, że nowego śniadaniowego ciacha dawno na blogu nie było :)

wtorek, 7 maja 2013

Pizza na grubym cieście - a la Billy's Pan Pizza



Przepisem nawiązuję do cyklu przepisów pod hasłem książkowych inspiracji. Trochę zaniedbałam comiesięczne dodawanie propozycji, ale postaram się nadrobić i zrealizować wszystkie pomysły chodzące mi po głowie ;)

Billy's Pan Pizza to jeden z najczęściej jedzonych "posiłków" Lisbeth Salander z trylogii Millenium Stiega Larssona. Ta mrożona pizza wielokrotnie przewijała się w powieści, przez co ów kulinarny szczegół porządnie wyrył mi się w pamięci. Co ciekawe, Billy's Pan Pizza jest produktem "prawdziwym", który można kupić w Szwecji.




Z książkowego opisu wiadomo jedynie, że jest to pizza mrożona - nie pojawia się informacja o jej smaku (a marka oferuje ich około kilkunastu). Dla mnie mrożony gotowiec to grube, bułkowe ciasto i klasyczne dodatki, typu sos pomidorowy i ser - czyli stara, dobra margherita. I moje wyobrażenie nie odbiega od rzeczywistości, bo Billy's Pan Pizza Oryginal to właśnie sos pomidorowy, ser oraz szynka. U mnie ostatecznie wersja bez szynki, ale nadrobiłam to podwójną (a może i potrójną) porcją sera. Coby pizza bardziej przypominała oryginał, zrobiłam ją w kanciastej formie - u mnie kwadratowa, bo niestety prostokątnej formy nie posiadam.

I tak na zasadzie skojarzeń, własnych upodobań i nawiązania do oryginalnego produktu, powstała ta oto pizza. Na grubym, puszystym cieście drożdżowym, z dobrze doprawionym sosem z pomidorów i duuużą ilością ciągnącego sera. Polecam gorąco, bo ciasto świetne, a z przepisu na sos korzystam regularnie i mogłabym go po prostu wyjadać łyżeczką :)




Składniki na ciasto
przepis znaleziony u Darii Anny, pochodzi z bloga Kwestia Smaku

Zaczyn
  • 15 g świeżych drożdży lub 7 g suchych drożdży
  • 80 ml ciepłej wody
  • 1/2 płaskiej łyżeczki cukru
  • 1 płaska łyżka mąki pszennej

Drożdże pokruszyć do miseczki, dolać wodę, wsypać cukier oraz cukier i wszystko dokładnie wymieszać. Następnie odstawić zaczyn w ciepłe miejsce, aby zapracował i podwoił objętość.


Pozostałe składniki na ciasto:
  • 250 g mąki pszennej
  • 100 ml ciepłej wody
  • 1 płaska łyżeczka soli
  • 1 łyżka oleju
  • olej do wysmarowania blaszki
  • odrobina mąki do oprószenia ciasta
Dodatki serowe:
  • 100 g żółtego sera
  • 100 g mozzarelli
  • 50 g fety

Do przesianej mąki dodać zaczyn, wodę, sól oraz olej, po czym wszystkie składniki wymieszać - najpierw łopatką, później wyrabiać ręcznie ok. 10 minut. Ciasto odstawić w ciepłe miejsce do podwojenia objętości. 
Po tym czasie ponownie je wyrobić przez ok. 3-5 minut, a następnie rozwałkować na grubość ok. 1 cm. Ja piekłam na spodzie od kwadratowej tortownicy (o boku 25 cm), więc częściowo rozwałkowane ciasto przełożyłam na wysmarowaną olejem blachę (aby po upieczeniu nie przywarło) i rozciągnęłam do na całej powierzchni (dla ułatwienia można rozciągnąć ciasto przy założonej obręczy tortownicy - naciągając i doklejając ciasto przy jej brzegach - a później zdjąć obręcz). Odstawić blachę z ciastem do podwojenia jego objętości - na ok. pół godziny.

Piekarnik nagrzać do 250 stopni (230 termoobieg).
Na wyrośnięte ciasto nałożyć sos pomidorowy (przepis poniżej, około połowę porcji), zostawiając nieposmarowane boki - je z kolei należy obsypać mąką, aby się nie spiekły. Tak przygotowane ciasto wstawić do porządnie nagrzanego piekarnika i piec 10-15 minut na dolnym poziomie. Następnie, na podpieczoną pizzę nałożyć sery i zapiekać jeszcze ok. 5 minut.
*Jeśli używamy dodatkowym składników nakładamy je na sos, czyli przed pierwszym pieczeniem
  



Składniki na sos pomidorowy
przepis pochodzi z bloga Darii Anny Skarbiec Kulinarny
  • 1 puszka pomidorów w sosie własnym (w całości)
  • po 2/3 pełnej łyżeczki suszonego oregano, bazylii i czosnku (lub 1 średni ząbek czosnku przeciśnięty przez praskę lub drobno starty na tarce)
  • 1 łyżka octu (najlepiej winnego) bądź 1 łyżka soku z cytryny (lub pół na pół)
  • 3-4 czubate łyżeczki koncentratu pomidorowego 30%
  • 1/2 płaskiej łyżeczki soli
  • duża szczypta pieprzu
  • ok. 1 łyżeczka cukru

Pomidory z puszki odsączyć z zalewy, ale jej nie wylewać. Następnie rozgnieść je porządnie widelcem (nie używać blendera czy miksera - nie chcemy by tworzyły idealnie gładką masę), a kolejno dodać resztę składników i wymieszać całość. Jeśli sos wyjdzie za gęsty można dodać 2-3 łyżki zalewy.
Na posmarowanie spodu pizzy zużyjemy ok. połowę przygotowane sosu - resztę można podać już do upieczonej. Ewentualnie można go przechowywać do tygodnia w lodówce.




* zdjęcie oryginału pochodzi z fan page'a Billys Pan Pizza

sobota, 4 maja 2013

Tort ziemniaczany (ciasto ziemniaczane na słodko)



Tort ziemniaczano-migdałowy z polewą z białej czekolady


W skrócie - cudowny! 
Warzywny, bez mąki, bez tłuszczu - niemal samo zdrowie ;)


A szerzej - ciasto jest sprężyste, dość lekkie, choć wilgotne, w strukturze takie... gąbczaste niczym babka (a dokładnie piaskowa babka - tylko taka nietypowa, bo właśnie lekko wilgotna). Po prostu trzeba spróbować! 

W smaku migdałowo-cytrynowe, ze słodką polewą z białej czekolady i chrupiącymi płatkami migdałów. I jak pachnie! Co do ziemiaków - nie czuć nic a nic. Testerzy, wrażliwi na moje kuchenne występki, nie rozpoznali "tajemniczego" składnika.

Ciasto zniknęłoby najpewniej w jedno popołudnie, ale z poświęceniem odjęłam sobie od ust ostatni kawałek, by zobaczyć, jakie będzie na drugi dzień. No i rewelacja! Dokładnie takie, jak w dniu pieczenia, nie zeschło się w nawet w najmniejszym stopniu.




Składniki
przepis na ciasto pochodzi z książki "Domowe wypieki" red. E. Adamska
  • 400 g rozgotowanych ziemniaków (waga po ugotowaniu)
  • 5 jajek
  • 180 g cukru
  • 50 g startych migdałów
  • skórka otarta z jednej cytryny
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • szczypta soli
  • 1/2 łyżki rumu (opcjonalnie)
  • 50 g kaszy manny
  • 1/2 łyżeczki proszuk do pieczenia

Ziemniaki umyć i ugotować w mundurkach do miękkości. Następnie odcedzić, schłodzić, obrać ze skórki i porządnie przecisnąć przez praskę na puree.

Piekarnik nagrzać do 180 stopni (160 przy termoobiegu).
Żółtka oddzielić od białek, po czym utrzeć je z cukrem na puszystą masę. Dodać starte migdały, skórkę i sok z cytryny, szczyptę soli oraz alkohol. Wszystko razem zmiksować. Nastepnie, do masy wsypać kaszę mannę wymieszaną z proszkiem do pieczenia i znowu użyć miksera. Na koniec dodać ziemniaki i jeszcze raz zmiksować całość.
Białka ubić na sztywną pianę i delikatnie wmieszać w ciasto (porcjami).

Gotową masę przełożyć do tortownicy (24-26 cm) wysmarowanej tłuszczem (lub jak u mnie wyłożonej papierem do pieczenia) i piec około 30 minut na środkowym poziomie piekarnika. Moje ciasto piekło się 35 minut. Po upieczeniu pozostawiłam na ok. pół godziny w zamkniętym piekarniku, później studziło się już przy uchylonych drzwiczkach.

Polewa w oryginale: 200 g cukru pudru i sok z jednej cytryny wymieszać na na gęsty syrop, polać wystudzone ciasto i poczekać aż stwardnieje.

Moja polewa:
  • 1/4 szklanki kremówki
  • 1/2 tabliczki białej czekolady
  • dwie garści płatków migdałowych
Kremówkę zagotować, po czym zdjąć z ognia i dodać do niej pokruszoną czekoladę - mieszać cierpliwie całość aż do rozupszczenia czekolady. Polewę wylać na ostudzone ciasto, następnie posypać płatkami migdałowymi. 

Mała uwaga: Warto ponakłuwać ciasto wykałaczką w kilku miejscach przed nałożeniem polewy, dzięki czemu dodatkowo wsiąknie w ciasto. Tak właśnie się stało z nakłuciami powstałymi przy spawdzaniu czy ciasto jest upieczone. Efekt przypadkowy, ale zdecydowanie warty celowego zastosowania przy kolejnym pieczeniu.




PS Muszę się Wam przyznać, że były momenty zwątpienia w powodzenie tego wypieku. Po pierwsze, po upływie czasu pieczenia, kiedy wsadziłam patyczek w środek ciasta, nie miało całkiem stałej konsystencji. Nie chciałam jednak dłużej trzymać w piekarniku, bo jeszcze by się spiekło z wierzchu. Kolejny fakt, który mnie zaniepokoił, to fakt, że ciasto zachowało jak sernik: wyrosło, a później opadło... Na szczęście mini nerwy okazały się nieuzasadnione, bo przy degustacji okazało się, że jest jak najbardziej upieczone i pyszne. Jeśli więc będziecie próbować przepisu - do czego gorąco zachęcam - nie przejmujcie się tymi drobnymi mankamentami :)

Przy krojeniu może się wydawać, że ciasto jest zakalcowate, ale nic bardziej mylnego - wystarczy "oderwać" kawałek widelcem czy ugryźć i widziny jego wręcz puszystą strukturę - jak na ostatnim zdjęciu.

LinkWithin

Related Posts with Thumbnails

Add