Kolejny post z serii zielono mi :) Od dawna zbierałam się do przyrządzenia szpinakowych naleśników i mogę tylko żałować, że tak długo mi zeszło. Ich przyrządzenie to kilkanaście sekund - po prostu wrzucam wszystkie składniki do blendera i miksuje ciasto - a smażą się dosłownie chwilę, ok. 20-30 sekund jeden naleśnik. Kilka minut i gotowe. Są mega cienkie, ale i mocno elastyczne. Nie ma obawy, że się porwą. Smażę je bez tłuszczu na teflonie, a sam olej - tradycyjnie rzepakowy, bo neutralny w smaku i zapachu - dodaję do samego ciasta. Wychodzą lekkie i delikatne.
Sam szpinak nie jest szczególnie wyczuwalny - jeśli dodać do ciasta ciut więcej cukru, spokojnie można je podać na słodko. U mnie z serkiem oraz balsamicznym sosem truskawkowym.

